czwartek, 21.października.2010, 13:36
Oh. Zła, zła, zła!!!
Jestem zła i to bardzo. Rosjanka na pierwszym miejscu. A ja bym nie przepuściła jej do finału. Przecież było kilka dużo lepszych od niej osób. Oczywiście na samej górze powinien być mój mąż Ingolf Wunder ( hmm.. Ada Wunder. Śmiesznie trochę )! Dobrze jeszcze zagrali Evgeni Bozhanov, François Dumont, Lukas Geniušas ( ja na niego mówię geniusz. Jakoś łatwiej zapamiętać ) i Daniil Trifonov. No. Ale nie. Ugh!
Dla poprawienia nastroju obejrzałam najnowszy odcinek Housa.
A.

Ingolf Wunder ♥
Jestem zła i to bardzo. Rosjanka na pierwszym miejscu. A ja bym nie przepuściła jej do finału. Przecież było kilka dużo lepszych od niej osób. Oczywiście na samej górze powinien być mój mąż Ingolf Wunder ( hmm.. Ada Wunder. Śmiesznie trochę )! Dobrze jeszcze zagrali Evgeni Bozhanov, François Dumont, Lukas Geniušas ( ja na niego mówię geniusz. Jakoś łatwiej zapamiętać ) i Daniil Trifonov. No. Ale nie. Ugh!
Dla poprawienia nastroju obejrzałam najnowszy odcinek Housa.
A.

Ingolf Wunder ♥
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
Komentarze (9), Dodaj
środa, 20.października.2010, 13:53
No więc jestem.
Wiem, wiem. Długo nie pisałam. Szkoła. lekcje i te sprawy. Absolutny brak czasu. I w dodatku z roztargnienia usunęłam przez przypadek notkę numer 5. Brawo.
A przez ten czas oczywiście działo się dosyć sporo. Po pierwsze nowa szkoła - chyba największa zmiana w moim życiu. Pierwszy września 2010 zapamiętam jako jeden z najgorszych dni mojej edukacji. Straszne. Po rozpoczęciu cały dzień siedziałam w domu z wciśniętą głową między poduszkami i ryczałam jak głupia. Ale już jest lepiej. Znalazło się parę osób, które nie chodzą na fajki i nie chleją w każdy łiken, więc sukces. Ale zobaczymy jak to się dalej potoczy.
Bałam się, że po zmianie szkoły zmienią się moje relacje z K. Na szczęście jest tak samo jak wcześniej, czyli chyba nasza przyjaźń to na pewno przyjaźń (:
A z B. jest fajnie. Oczywiście mnie denerwuje jak zwykle, ale nadal go kocham.
Aaa! Pisałam jaka ta szkoła jest głupia, więc teraz napiszę o czymś znacznie milszym. Najmilszym na świecie. Otóż moje urodziny! Taak. Rano oczywiście pyszne śniadanko i prezent od rodziców i mojego brata - od mamy i taty cudowna torba z kotami, które na swoim ciele mają klawiaturę od fortepianu, a od brata płytę Możdżera z wariacjami na temat Chopina. Cudownie (: Po południu miały przyjechać G. i O. Ale G. napisała mi, że nie przyjedzie, bo się musi uczyć. Byłam zła jak sto pięćdziesiąt ( nie ma co. Moja babcia ma ostrzejsze teksty. ). A O. napisała mi, że będzie dopiero koło 18. Ugh!! Nie zdążyłam jeszcze niczego kopnąć, bo K. do mnie zadzwoniła, żebym wyszła na dwór, bo przyszła mi dać prezent, a wie, że mam remont w domu, to nie chciała wchodzić. Zeszłam do niej i pochodziłyśmy z 10 minut. Potem zaproponowałam, żebyśmy jednak poszły do mnie na ciacho. To poszłyśmy. Wchodzę, a tam cała moja stara klasa ubrana w czapeczki urodzinowe i ozdobiona serpentynami. NIESPODZIANKA! Podobno zrobiłam strasznie głupią minę na ich widok. Ale kocham ich strasznie. Dostałam kartkę i kubek. Potem poszliśmy na Górę Gradową na spacer. Było niesamowicie fajnie. A wieczorem jeszcze przyjechał B., który wreszcie poznał G. i O. !!
Heh. Się rozpisałam jak nigdy, ale cóż (:
A! I znalazłam sobie męża. Ingolf Wunder. 26 lat ( chyba ). Moim zdaniem wygra Chopinowski. Kocham go.
Amen
A.
Wiem, wiem. Długo nie pisałam. Szkoła. lekcje i te sprawy. Absolutny brak czasu. I w dodatku z roztargnienia usunęłam przez przypadek notkę numer 5. Brawo.
A przez ten czas oczywiście działo się dosyć sporo. Po pierwsze nowa szkoła - chyba największa zmiana w moim życiu. Pierwszy września 2010 zapamiętam jako jeden z najgorszych dni mojej edukacji. Straszne. Po rozpoczęciu cały dzień siedziałam w domu z wciśniętą głową między poduszkami i ryczałam jak głupia. Ale już jest lepiej. Znalazło się parę osób, które nie chodzą na fajki i nie chleją w każdy łiken, więc sukces. Ale zobaczymy jak to się dalej potoczy.
Bałam się, że po zmianie szkoły zmienią się moje relacje z K. Na szczęście jest tak samo jak wcześniej, czyli chyba nasza przyjaźń to na pewno przyjaźń (:
A z B. jest fajnie. Oczywiście mnie denerwuje jak zwykle, ale nadal go kocham.
Aaa! Pisałam jaka ta szkoła jest głupia, więc teraz napiszę o czymś znacznie milszym. Najmilszym na świecie. Otóż moje urodziny! Taak. Rano oczywiście pyszne śniadanko i prezent od rodziców i mojego brata - od mamy i taty cudowna torba z kotami, które na swoim ciele mają klawiaturę od fortepianu, a od brata płytę Możdżera z wariacjami na temat Chopina. Cudownie (: Po południu miały przyjechać G. i O. Ale G. napisała mi, że nie przyjedzie, bo się musi uczyć. Byłam zła jak sto pięćdziesiąt ( nie ma co. Moja babcia ma ostrzejsze teksty. ). A O. napisała mi, że będzie dopiero koło 18. Ugh!! Nie zdążyłam jeszcze niczego kopnąć, bo K. do mnie zadzwoniła, żebym wyszła na dwór, bo przyszła mi dać prezent, a wie, że mam remont w domu, to nie chciała wchodzić. Zeszłam do niej i pochodziłyśmy z 10 minut. Potem zaproponowałam, żebyśmy jednak poszły do mnie na ciacho. To poszłyśmy. Wchodzę, a tam cała moja stara klasa ubrana w czapeczki urodzinowe i ozdobiona serpentynami. NIESPODZIANKA! Podobno zrobiłam strasznie głupią minę na ich widok. Ale kocham ich strasznie. Dostałam kartkę i kubek. Potem poszliśmy na Górę Gradową na spacer. Było niesamowicie fajnie. A wieczorem jeszcze przyjechał B., który wreszcie poznał G. i O. !!
Heh. Się rozpisałam jak nigdy, ale cóż (:
A! I znalazłam sobie męża. Ingolf Wunder. 26 lat ( chyba ). Moim zdaniem wygra Chopinowski. Kocham go.
Amen
A.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
niedziela, 22.sierpnia.2010, 20:14
Ahoj.
Z różnych powodów w ostatnim czasie nie miałam dostępu do komputera. Dopiero teraz udało mi się dorwać do tego zjadacza czasu i coś tu namazgrać.
W ciągu tylko kilkunastu dni nie działo się nic nadzwyczaj ekscytującego. G. i O. wreszcie wróciły z wakacji, więc w końcu udało nam się zorganizować mały wypad na plażę. Hurra. Woda, piasek i słoneczko. Czego chcieć więcej? (: Razem z nami nad morze wybrali się kuzyni O. z Czech. Było bardzo zabawnie. I nawet się troszkę ( o dziwo! ) opaliłam. Niestety nie udało mi się zeswatać G. z jednym z kuzynów O. - D. Ale cóż.. jeszcze mamy przed sobą kilkadziesiąt lat, więc wszystko może się zdarzyć. Ja uczyłam się liczyć do dwudziestu po czesku i zostałam nazwana "holcicka" co znaczy dziewczynka. Uwielbiam to słowo. Jest w pewien sposób rozkoszne i zabawnie brzmi. A im zabawniej tym lepiej.
Widziałam Klemensa! Czwarty raz w życiu! I znowu się w nim zakochałam!
Chyba nigdy się nie dowiem jak On ma naprawdę na imię. Pozostało mi jeszcze mieć nadzieję.
Pozdrowienia dla wszystkich, którzy tak jak ja, nabijają sobie siniaki z prędkością światła.
A.
Z różnych powodów w ostatnim czasie nie miałam dostępu do komputera. Dopiero teraz udało mi się dorwać do tego zjadacza czasu i coś tu namazgrać.
W ciągu tylko kilkunastu dni nie działo się nic nadzwyczaj ekscytującego. G. i O. wreszcie wróciły z wakacji, więc w końcu udało nam się zorganizować mały wypad na plażę. Hurra. Woda, piasek i słoneczko. Czego chcieć więcej? (: Razem z nami nad morze wybrali się kuzyni O. z Czech. Było bardzo zabawnie. I nawet się troszkę ( o dziwo! ) opaliłam. Niestety nie udało mi się zeswatać G. z jednym z kuzynów O. - D. Ale cóż.. jeszcze mamy przed sobą kilkadziesiąt lat, więc wszystko może się zdarzyć. Ja uczyłam się liczyć do dwudziestu po czesku i zostałam nazwana "holcicka" co znaczy dziewczynka. Uwielbiam to słowo. Jest w pewien sposób rozkoszne i zabawnie brzmi. A im zabawniej tym lepiej.
Widziałam Klemensa! Czwarty raz w życiu! I znowu się w nim zakochałam!
Chyba nigdy się nie dowiem jak On ma naprawdę na imię. Pozostało mi jeszcze mieć nadzieję.
Pozdrowienia dla wszystkich, którzy tak jak ja, nabijają sobie siniaki z prędkością światła.
A.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
poniedziałek, 9.sierpnia.2010, 14:28
Samotna w nieposkromionej dziczy. Inaczej mówiąc zostałam sama na parę dni w domu. Wreszcie. Po za mną tylko psisko chrapie na kanapie. A ja? Mam ochotę na trochę szaleństwa. Siedzę w piżamie oplutej pastą do zębów i śpiewam piosenkę ze "Świata według Ludwiczka", która jest zabójcza. Ach. Od razu do na myśl przychodzi mi jedyny znany mi tubista, którego widok wystarcza bym miała dobry humor przez cały dzień ^^.
A moje krzywusy wracają w tym tygodniu, więc może wreszcie znajdziemy wspólną chwilkę, by rzucić się w nurt zapomnienia o tej jakże średnio interesującej rzeczywistości i pójść do ZOO. Ach. Cudowna wizja.
Szkoda, że siostra pożyczyła rower, bo naszła mnie ochota, by przejechać się na plażę. No cóż. Od czego są tramwaje? (:
A.
A moje krzywusy wracają w tym tygodniu, więc może wreszcie znajdziemy wspólną chwilkę, by rzucić się w nurt zapomnienia o tej jakże średnio interesującej rzeczywistości i pójść do ZOO. Ach. Cudowna wizja.
Szkoda, że siostra pożyczyła rower, bo naszła mnie ochota, by przejechać się na plażę. No cóż. Od czego są tramwaje? (:
A.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
niedziela, 8.sierpnia.2010, 23:50
Czas. Kolejny raz przypomina o sobie. Przeglądając kartki pamiętnika, po raz kolejny uświadamiam sobie, jaka jestem mała i głupia. A przy okazji zauważam, że do rozpoczęcia roku zostało 23 dni. Optymistycznie, nie powiem.
Wyjazd w Bieszczady udał się świetnie mimo nieobecności B. Właśnie. A przynajmniej trochę od niego odpoczęłam. A góry są piękne. Kiedy się wspinałam, było mi ciężko, słońce grzało niemiłosiernie, ale wejście na szczyt było cudowną nagrodą za oddane krople potu.
A kiedy K. i M. raz w góry nie poszli z powodów zdrowotnych, całą drogę P. nawijał jak nie wiem co. Ubaw wielki ^^. A pod koniec wyjazdu prawie wszyscy już zrobili parę ze mnie i Ł. Tak. Mamy po 16 lat, a nadal wszyscy uwielbiają bawić się w swatki. Chociaż w tym przypadku coś jednak było. Chyba rzeczywiście mu się spodobałam. Kiedy chłopak mówi, że "ja naprawdę bardzo Cię lubię.." Hmm.. Ale co ja mogę powiedzieć po kilku dniach znajomości. Jest całkiem ładny, ale kiedy znajdzie się w licznej grupie lubi się popisywać i to mi średnio odpowiada. A w sumie po za tym.. Może to jest ta moja upragniona love story. I śnił mi się parę razy. A może jednak coś..?
A.
Wyjazd w Bieszczady udał się świetnie mimo nieobecności B. Właśnie. A przynajmniej trochę od niego odpoczęłam. A góry są piękne. Kiedy się wspinałam, było mi ciężko, słońce grzało niemiłosiernie, ale wejście na szczyt było cudowną nagrodą za oddane krople potu.
A kiedy K. i M. raz w góry nie poszli z powodów zdrowotnych, całą drogę P. nawijał jak nie wiem co. Ubaw wielki ^^. A pod koniec wyjazdu prawie wszyscy już zrobili parę ze mnie i Ł. Tak. Mamy po 16 lat, a nadal wszyscy uwielbiają bawić się w swatki. Chociaż w tym przypadku coś jednak było. Chyba rzeczywiście mu się spodobałam. Kiedy chłopak mówi, że "ja naprawdę bardzo Cię lubię.." Hmm.. Ale co ja mogę powiedzieć po kilku dniach znajomości. Jest całkiem ładny, ale kiedy znajdzie się w licznej grupie lubi się popisywać i to mi średnio odpowiada. A w sumie po za tym.. Może to jest ta moja upragniona love story. I śnił mi się parę razy. A może jednak coś..?
A.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
sobota, 3.lipca.2010, 16:01
Nie wiem jak to się dzieje, ale M. ( ten powiedzmy "mój", a nie ten K. ) śni mi się codziennie. Takie głupie historie, jak to ze snami bywa. Ale przecież ja wcale o nim nie myślę. Wcale. No może ewentualnie rano, ale skoro mi się śni to ja mam o nic nie myśleć. Nie ważne. To głupie.
Może w tym roku spotka mnie wakacyjna low story. Taak. Jasne. A ja jestem dzięcioł.
Klemensa nadal nie odnalazłam. Powoli tracę nadzieję, że kiedyś jakiś się dla mnie znajdzie. Ale co tam. Całe życie przede mną. Teraz powinnam zająć się szaleństwem póki jestem młoda i w miarę jędrna.
Zaraz zabiorę się za nową książkę Schmitta, którą moja łaskawa siostra raczyła mnie uraczyć. Cudownie. Ale wcześniej zajmę się doprowadzeniem do ładu i składu pokoju, który remontowany w tej chwili nie jest, a wygląda fatalnie z powodu panującego w nim bałaganu. No i mecz.
Lowe
A.
Może w tym roku spotka mnie wakacyjna low story. Taak. Jasne. A ja jestem dzięcioł.
Klemensa nadal nie odnalazłam. Powoli tracę nadzieję, że kiedyś jakiś się dla mnie znajdzie. Ale co tam. Całe życie przede mną. Teraz powinnam zająć się szaleństwem póki jestem młoda i w miarę jędrna.
Zaraz zabiorę się za nową książkę Schmitta, którą moja łaskawa siostra raczyła mnie uraczyć. Cudownie. Ale wcześniej zajmę się doprowadzeniem do ładu i składu pokoju, który remontowany w tej chwili nie jest, a wygląda fatalnie z powodu panującego w nim bałaganu. No i mecz.
Lowe
A.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
środa, 30.czerwca.2010, 18:07
Dzisiaj dowiedziałam się, że nie dostałam się do żadnego z przeze mnie wybranych lo. No cóż.. poza tymi trzema dostałabym się do każdego, bo właśnie to sprawdziłam. To się nazywa cudowny fart.
Wakacje mijają zadziwiająco mało emocjonująco. Kolejna rozgrywka w monopol, zaliczenie plaży i rozmowa z moją biedną G. która cierpi na ból teraz już w dwóch uszach. Poza tym wczoraj z dziewczynami postanowiłyśmy założyć grupę pięknych i samotnych, do której oczywiście należymy. No tak. Coraz częściej zaczynam myśleć, że jednak mój Klemens nigdy się nie odnajdzie. Zostanę starą panną, która nie będzie opuszczała fotela kinowego lub nie oderwie się od książek. Cudowna wizja, ot co.
Muszę pogrzebać za jakimś filmem Allena, bo w tym momencie potrzebuję trochę jego humoru. A potem obejrzę coś Burtona. Szykuje się fantastyczny wieczór.
A.

Wakacje mijają zadziwiająco mało emocjonująco. Kolejna rozgrywka w monopol, zaliczenie plaży i rozmowa z moją biedną G. która cierpi na ból teraz już w dwóch uszach. Poza tym wczoraj z dziewczynami postanowiłyśmy założyć grupę pięknych i samotnych, do której oczywiście należymy. No tak. Coraz częściej zaczynam myśleć, że jednak mój Klemens nigdy się nie odnajdzie. Zostanę starą panną, która nie będzie opuszczała fotela kinowego lub nie oderwie się od książek. Cudowna wizja, ot co.
Muszę pogrzebać za jakimś filmem Allena, bo w tym momencie potrzebuję trochę jego humoru. A potem obejrzę coś Burtona. Szykuje się fantastyczny wieczór.
A.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
niedziela, 27.czerwca.2010, 21:10
Dwa dni wakacji minęły. Opiekowanie się jamnikami sprawia, że czas leci jeszcze szybciej. W dodatku skubańce włażą do łóżka i jestem cała pogięta. Cały weekend spędziłam, albo drapiąc skubańce za uszami, albo na ogłupianiu się przez hanę montanę i inne tego typu rzeczy, na których widok, biedny Walt przewróciłby się w grobie.. albo w tym czym, gdzie leży zamrożony.
W domu remont. Może wraz z tymi zmianami zmienię się i ja? Ale tylko zewnętrznie. Powinnam się za siebie wziąć i poruszać się trochę. Może rower? Może, ale jutro.. jak pogoda dopisze. I wtedy na rowerze pojadę do O. I będzie super. I pójdziemy na plażę i pogramy w monopol i będziemy robić te wszystkie głupie rzeczy, które mamy w zwyczaju robić.. Och. Będzie cudownie (:
No cóż.. B. w piątek pożegnał się ze mną tak, że z przyjemnością kopnęłabym go tam gdzie trzeba. Ugh.. On jest beznadziejny. Nie dociera do niego nic co powiem. Bla bla. Stare Dobre Małżeństwo na poprawę humoru.
A.
W domu remont. Może wraz z tymi zmianami zmienię się i ja? Ale tylko zewnętrznie. Powinnam się za siebie wziąć i poruszać się trochę. Może rower? Może, ale jutro.. jak pogoda dopisze. I wtedy na rowerze pojadę do O. I będzie super. I pójdziemy na plażę i pogramy w monopol i będziemy robić te wszystkie głupie rzeczy, które mamy w zwyczaju robić.. Och. Będzie cudownie (:
No cóż.. B. w piątek pożegnał się ze mną tak, że z przyjemnością kopnęłabym go tam gdzie trzeba. Ugh.. On jest beznadziejny. Nie dociera do niego nic co powiem. Bla bla. Stare Dobre Małżeństwo na poprawę humoru.
A.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
środa, 23.czerwca.2010, 14:33
Zostały dwa dni do końca roku szkolnego. Nie fajnie. Nienawidzę zakończeń. Nie cierpię tego, że strasznie szybko się wzruszam. A w piątek na pewno będę beczeć jak głupia. No cóż..
Gadałam w poniedziałek przez chwilę z B. Za dużo mi nie powiedział, ale i tak mnie to usatysfakcjonowało. Mam straszną ochotę z nim pogadać, ale ostatnio w ogóle nie mieliśmy czasu. Ja musiałam zająć się.. czymś.. nie pamiętam dokładnie czym.. a B.? Musiał zająć się swoją dziewczyną. No ok, ok. To on nie miał czasu. Pff..I do tego miałam lekki kryzys z K., ale już się pogodziłyśmy na szczęście.
Hihi. Ale stało się też coś dosyć zabawnego, a mianowicie kolega mojego brata z klasy się do mnie przystawia. Dwa lata młodszy. Ubaw niezły.
I spać mi się chce z lekka, bo wczoraj zamiast spać cisnęłam z dziewczynami w monopol. Oczywiście jak zwykle przegrałam ;p
Amen.
A.
Gadałam w poniedziałek przez chwilę z B. Za dużo mi nie powiedział, ale i tak mnie to usatysfakcjonowało. Mam straszną ochotę z nim pogadać, ale ostatnio w ogóle nie mieliśmy czasu. Ja musiałam zająć się.. czymś.. nie pamiętam dokładnie czym.. a B.? Musiał zająć się swoją dziewczyną. No ok, ok. To on nie miał czasu. Pff..I do tego miałam lekki kryzys z K., ale już się pogodziłyśmy na szczęście.
Hihi. Ale stało się też coś dosyć zabawnego, a mianowicie kolega mojego brata z klasy się do mnie przystawia. Dwa lata młodszy. Ubaw niezły.
I spać mi się chce z lekka, bo wczoraj zamiast spać cisnęłam z dziewczynami w monopol. Oczywiście jak zwykle przegrałam ;p
Amen.
A.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
niedziela, 20.czerwca.2010, 17:03
Nie jestem zbyt dobra w powitaniach i innych tego typu rzeczach. Po prostu cześć. Witam na moim blogu.
Wczoraj byłam w szkole na próbie "Danzona" ( kto chce zobaczyć, niech wpisze na youtube danzon no. 2 ). Wszystkie te próby sprawiają, że wychodzę ze szkoły zła i pełna zwątpienia. Ten koncert nie wyjdzie. Wczoraj, mimo nielicznej zbieraniny wyszło to całkiem, całkiem. Nawet przez pół godziny miałam szansę powalić w kocioł. O tak. Powinnam przejść z fortepianu na perkusję.
Na próbie był też M. Hmm.. nie rozumiem dlaczego albo musimy być razem, albo nie będziemy nawet ze sobą rozmawiać. To takie prymitywne. Ale kurcze! Czemu on mi się nie podoba? Jest świetny. Takich facetów już się nie spotyka. Ale nie. Nie może mi się podobać, bo wtedy miałabym za łatwo. Cudownie, doprawdy.
A B. też prawie się do mnie nie odzywa. Mam tego naprawdę po dziurki w nosie. Ok, rozumiem. Ma dziewczynę i tak dalej, ale to nie powód by nasza przyjaźń ograniczała się tylko do zwykłego "cześć". Jeśli to w ogóle można nazwać przyjaźnią. No cóż. Nie ma to jak cudowna niedziela.
Chyba pójdę na spacer.
A.
Wczoraj byłam w szkole na próbie "Danzona" ( kto chce zobaczyć, niech wpisze na youtube danzon no. 2 ). Wszystkie te próby sprawiają, że wychodzę ze szkoły zła i pełna zwątpienia. Ten koncert nie wyjdzie. Wczoraj, mimo nielicznej zbieraniny wyszło to całkiem, całkiem. Nawet przez pół godziny miałam szansę powalić w kocioł. O tak. Powinnam przejść z fortepianu na perkusję.
Na próbie był też M. Hmm.. nie rozumiem dlaczego albo musimy być razem, albo nie będziemy nawet ze sobą rozmawiać. To takie prymitywne. Ale kurcze! Czemu on mi się nie podoba? Jest świetny. Takich facetów już się nie spotyka. Ale nie. Nie może mi się podobać, bo wtedy miałabym za łatwo. Cudownie, doprawdy.
A B. też prawie się do mnie nie odzywa. Mam tego naprawdę po dziurki w nosie. Ok, rozumiem. Ma dziewczynę i tak dalej, ale to nie powód by nasza przyjaźń ograniczała się tylko do zwykłego "cześć". Jeśli to w ogóle można nazwać przyjaźnią. No cóż. Nie ma to jak cudowna niedziela.
Chyba pójdę na spacer.
A.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
2010
czerwiec (4)
lipiec (1)
sierpien (3)
październik (2)
brak kategorii (10)
wszystkie (10)